Dziś wymowa kresowa dziś praktycznie zanikła, do czego szczególnie mocno przyczyniły się rządy w Polsce Ludowej. Jeszcze niecałe 100 lat temu na obszarze II Rzeczpospolitej można było usłyszeć przeróżne wersje językowe, które różniły się dużo mocniej niż współczesne regionalizmy. Dawniej główna linia podziału przebiegała przede wszystkim między Koroną a Kresami (choć jest to nazwa stosowana wyłącznie dziś, dawniej oznaczano nią ziemie przygraniczne). Litwiniarze (mieszkańcy dawnego Wielkiego Księstwa Litewskiego) mówili w specyficzny sposób, który śmieszył Koroniarzy (ludność byłego Królestwa Polskiego). Litwina można można było łatwo poznać – charakterystycznie zaciągał. Z tych terenów wywodziło się wiele wybitnych postaci zarówno ze świata kultury, jak i polityki, więc wymowa kresowa mimo iż śmieszyła i była wykpiwana, stopniowo wchodziła do kanonu polszczyzny. Sprzyjali temu ludzie takiego formatu jak Piłsudski, Miłosz, Schulz, Gombrowicz, a także Iłłakowiczówna czy Nałkowska. Doprowadziło to do tego, że po II wojnie światowej zaczęto uważać, że osoba z wykształceniem powinna mówić właśnie tak, jak robiło się to na Kresach, które na mapie już nie istniały, za to żywo funkcjonowały w pamięci Polaków jako ziemie odebrane. Tak uczono mówić na uniwersytetach, w szkołach aktorskich, a wykonawcy wszystkich zawodów, w których głos wchodził w grę, musieli mówić w sposób kresowy (m. in. spikerzy radiowi i telewizyjni). Świadczyło to o dobrym wychowaniu, otrzymanym wykształceniu i przywiązaniu do wysokich norm. W wymowie tej wyróżniano tak zwane „ł” kresowe, które jeszcze do niedawna można było usłyszeć z ust dawnych wysiedleńców kresowych, którzy zamieszkali na tzw. ziemiach odzyskanych, jednak ta grupa osób maleje z roku na rok. Można było także rozróżnić w wymowie wschodniej dźwięczne i bezdźwięczne h/ch, dlatego dawniej zapis tych dwóch głosek nie był taki trudny.